Seriale animowane – niektóre dla dzieci, inne dla dorosłych, a są i takie, które kierowane są do wszystkich grup wiekowych. Które z rysunkowych seriali w ostatnich latach cieszyły się największą popularnością? Które do dziś nie schodzą z czołowych miejsc wszelkich list?

Awatar: Legenda Aanga

W świecie serialu są cztery nacje: Naród Wody, Naród Ziemi, Naród Ognia i Naród Powietrza. Problemy zaczynają się, gdy Naród Ognia podbija sąsiednie ziemie. Ocalić świat może tylko awatar, mistrz wszystkich czterech żywiołów. Problem w tym, że jest on małym chłopcem, który nie za bardzo wie, jak wykonać tak odpowiedzialną misję.

O jakości tego serialu świadczy fakt, że wielu określa go jako „ten lepszy Avatar” w nawiązaniu do słynnej superprodukcji Jamesa Camerona o niebieskich kotach ganiających po fluorescencyjnej dżungli. Bo i istotnie, serialowy „Awatar” zjednał sobie serca dzieci, młodzieży i dorosłych. Ci ostatni pewnie najbardziej byli zaskoczeni kompleksową fabułą i epickością nie ustępującą takiemu choćby „Władcy Pierścieni”. A do tego doszły pełnokrwiste, niejednoznaczne postacie (tu oczywiście Zuko rządzi, to wie każdy, kto obejrzał) i sceny walk, które biją na głowę to, co ma do zaoferowania większość produkcji aktorskich.

Serial znalazł swoje następstwo w kontynuacji „Legenda Korry”. Ale mimo równej popularności, wielu widzów nie może oprzeć się wrażeniu, że to już „nie to samo”.

My Little Pony: Przyjaźń to magia

Produkcje o kucykach z „My Little Pony” zawsze skierowane były do małych dziewczynek. I można rzec, że z ich najnowszą odsłoną, o podtytule „Przyjaźń to magia”, jest podobnie. To nasze najmłodsze pociechy najbardziej docenią kolorowy świat kucyków i to do nich skierowane są morały o sile przyjaźni, pojawiające się na koniec każdego odcinka, bo dla dorosłych te złote myśli mogą być nieco zbyt banalne.

Zatem to małe dziewczynki były tu, jak zwykle, grupą docelową, ale coś się po drodze stało, że obecnie główną widownię serialu stanowią nie tylko one i ich mamusie, ale i całe mnóstwo dorosłych mężczyzn, studiujących i pracujących (wszyscy chyba słyszeli o Bronies?). Co ma w sobie nowy serial o kucykach, że zdobył uznanie nawet tych widzów, którzy wcześniej kucykami z „My Little Pony” w ogóle się nie interesowali?

Może przyczyniły się do tego wyjątkowo wyraziste i sympatyczne bohaterki i to, jak świetnie są zagrane (jeśli obejrzy się kilka odcinków w oryginale, to później trudno przekonać się do polskiego dubbingu). Całkiem niezły humor i piosenki, które wyjątkowo łatwo wpadają w ucho, też miały tu niewątpliwie swój udział.

Wodogrzmoty Małe

Ten serial o małej miejscowości, w której mają miejsce niezwykłe zdarzenia, ściągnął widzów przede wszystkim rewelacyjnym humorem, ale i atmosferą tajemnicy. Fani nie tylko oglądali więc w akcji swoich ulubionych bohaterów (Mabel i wujek Stan tutaj bezsprzecznie wiodą prym), ale i starać się na własną rękę wypatrywać poszlak, kojarzyć fakty i szukać rozwiązania zagadki.

Pora na przygodę

Ten serial, rozgrywający się w – jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało – kolorowym, postapokaliptycznym świecie, nie przypomina żadnego innego. Jest zupełnie szalony i właściwie trzeba przebrnąć przez całkiem sporo odcinków, nim okaże się, że nie jest to bynajmniej szaleństwo niekontrolowane, lecz że jest w nim metoda.

Animacja czerpie inspiracje z gier komputerowych i RPG (zwłaszcza „Dungeon and Dragons”). Serial na uznanie zapracował sobie nie tylko humorem, który jest całkiem „od czapy”, ale również postaciami, rozwijającymi się w miarę upływu czasu, jak i samą historią.