Dzieci zadają mnóstwo pytań. Pytają praktycznie o wszystko. Każdy, kto miał z dzieckiem choćby krótką styczność, zdaje sobie z tego sprawę. Co dopiero mają powiedzieć rodzice, dzień w dzień zasypywani gradem pytań? Najgorsze jednak jest to, że nie zawsze potrafimy na te ich pytania odpowiedzieć. Okazują się one wykraczać poza obszar naszej wiedzy. A czasem dzieci pytają o sprawy, które dla nas są oczywiste i nawet się nad nimi nie zastanawialiśmy. Jak wybrnąć z takich pytań? Zastanówmy się nad częstymi dziecięcymi pytaniami.

1. Skąd się biorą dzieci?

Od razu, a co tam! Wszyscy czytelnicy wiedzieli, że to pytanie musi tu paść, więc równie dobrze możemy zająć się nim na samym początku.

Pytanie, jak wszyscy wiemy, jest dla nas kłopotliwe i trudno nam na nie odpowiadać. W przypadku większości dziecięcych pytań, jeśli mamy problem z odpowiedzią, to dlatego, że jesteśmy niedouczeni, ale w przypadku tego jednego pytania sytuacja jest zupełnie inna. To raczej podpada pod kategorię „Wiem, ale nie powiem”.

Rodzice nie chcą wtajemniczać swoich milusińskich w niewygodne szczegóły, więc wymyślają różne bzdury o bocianach i kapuście. Nie róbcie tego swoim dzieciom. Może się wam wydawać, że to dobry sposób na wybrnięcie z sytuacji, ale to działa na krótko. To nie jest tak, że dzieciom można wcisnąć każdy kit i się nie połapią. W miarę jak będą coraz starsze, będzie do nich docierać, że wyjaśnienie, którego im udzieliliście, to pic na wodę i zaczną was na poważnie przypierać do muru.

Nie traktujmy naszych dzieci jak uroczych głuptasków, którym można opowiedzieć każdą absurdalną bajeczkę. Mówmy prawdę, ale na swoich warunkach.

Gdy ja na przykład byłem na etapie niewygodnych pytań, moi rodzice wyjaśnili mi, że dzieci biorą się z miłości między mamą i tatą. I cóż, jest to jak najbardziej prawda, czyż nie? A że rodzice nie zagłębiali się w szczegóły, to mi wówczas nie przeszkadzało. Ich odpowiedź mi w pełni wystarczyła. Jest ta miłość i ot, dzidziuś pojawia się w brzuchu u mamy – w porządku, kupuję to.

Gorzej, jeśli dziecko zacznie się zastanawiać, w jaki sposób dzidziuś się z tego brzucha wydostaje. Ja akurat nigdy o to nie pytałem. Mama tyle opowiadała o cesarskim cięciu, przez które na świat przyszedł mój brat, że z góry założyłem, iż zawsze odbywa się to w taki sposób.

boćki w gnieździe

2. Czy ja umrę?

Śmierć jest nieodłącznym elementem życia i nie ukryjemy tego przed naszymi pociechami. Co więcej, nie powinniśmy. Kiedyś spotkają się ze śmiercią choćby któregoś ze swoich zwierzątek, a prędzej czy później – nie ma co zaprzeczać – również kogoś z rodziny.

Nie powinniśmy więc czuć się nieswojo, kiedy dziecko pyta, czy kiedyś umrze albo czy my kiedyś umrzemy. Doradzałbym szczerość. Zresztą psychologowie twierdzą, że nie można tu zbywać dziecka byle czym. Jeżeli damy mu odczuć, że dla nas to temat tabu, to kontakt ze śmiercią lub sama myśl o niej może wywołać u niego stany lękowe.

Śmierć trzeba oswajać. Oczywiście nie w sposób: „Wiesz, córciu, tak ogólnie, śmierć to super sprawa”, ale trzeba traktować ją jako coś zwyczajnego i naturalnego. Najnormalniejszy w świecie element naszej rzeczywistości. Konsekwencję życia.

Trzeba mówić na ten temat prosto i bez demonizowania. Życie ma swój czas trwania, a potem – jak wszystko inne – kończy się. Takie prozaiczne, zwyczajne ujęcie tematu śmierci pomoże dziecku traktować ją normalnie.

3. Co się dzieje po śmierci?

I to już jest trudniejsze pytanie, przynajmniej dla niektórych. To kwestia światopoglądowa i zupełnie naturalne jest, że rodzice dzielą się ze swoimi pociechami własnym światopoglądem. Ludzie wierzący, niezależnie od tego, jaką religię wyznają, mają więc na pytanie o to, co jest po śmierci, gotową odpowiedź. I to odpowiedź krzepiącą. Taką, którą z czystym sumieniem można powiedzieć dziecku, by uspokoić jego obawy. Co jednak mają zrobić ateiści?

Przede wszystkim być szczerzy. Ja przynajmniej jestem zdania, że w poważnych sprawach (a śmierć jest sprawą poważną) powinno się również traktować dziecko poważnie. Więc jeżeli sami w to nie wierzycie, nie opowiadajcie mu, że pójdzie do nieba czy też – co gorsza – zmieni się w aniołka (niektórzy naprawdę wygadują takie rzeczy, choć o czymś takim nie ma nawet w żadnej religii). Byłaby to hipokryzja z waszej strony.

Mówcie tak jak uważacie, a jeśli sądzicie, że to zbyt okrutne, ubierzcie to w przyjemniejsze słowa. Jeśli wierzycie, że po śmierci nic nie ma, możecie powiedzieć, że różni ludzie mają inną wizję tego, co będzie po śmierci, ale waszym zdaniem wszystko się po prostu kończy, można jednak na zawsze pozostać w ludzkiej pamięci, jeśli żyło się dobrze.

4. Dlaczego pada deszcz?

Dzieci pytają też nieraz o rzeczy, nad którymi w ogóle się nie zastanawialiśmy. Pada i już. Zawsze padał i nie łamaliśmy sobie nad tym głowy.

Jeśli dziecko o to spyta, można mu odpowiedzieć oczywiście, że deszcz pada, żeby roślinki mogły rosnąć. Tylko że wtedy dziecko może odpowiedzieć jak w tym znanym kawale: „A to po co on pada na chodnik?”.

Warto więc wytłumaczyć maluchowi mechanizmy działające w przyrodzie. A jeżeli sami się w nich nie do końca orientujemy, to trzeba się będzie podszkolić. To nawet całkiem fajna sprawa, bo wtedy pytania dziecka pomagają rozwijać się nie tylko jemu, ale i rodzicom.

Ale właśnie, to jak z tym deszczem? Powiedzmy szkrabowi o tym, że woda z mórz i oceanów, rzek i jezior paruje i tworzy chmury. Dopóki chmury są nisko, to nie pada. Jeśli jednak wzniosą się hen, wysoko, gdzie panuje niska temperatura, woda skrapla się i spada pod postacią deszczu na ziemię.

deszcz padający na chodnik

5. Dlaczego niebo jest niebieskie?

Właśnie takich pytań najbardziej nie znosimy. Pytań o samą istotę rzeczy. Wydają nam się bezsensowne, no bo równie dobrze można by spytać, czemu pomarańcza jest pomarańczowa, a kwadrat kwadratowy.

Przecież niebo musi mieć jakiś kolor. Wszystko musi. Jeśli nie ten, to inny. Jeżeli niebo nie byłoby niebieskie, mogłoby być zielone. I wtedy dziecko pytałoby, czemu jest zielone. Czy zatem pytanie o niebieskość nieba, nie jest w gruncie rzeczy pytaniem o to, dlaczego wszystko ma jakiś kolor?

Wbrew pozorom jednak to pytanie wcale nie jest takie głupie. Bo kosmos przecież nie jest niebieski, więc czemu niebo za dnia jest?

Tu już trzeba przybliżyć dziecku pewne prawa fizyki, a konkretnie rozszczepienie światła białego na kolory tęczy (dzięki temu nasza pociecha dowie się też przy okazji, skąd po deszczu te kolorowe łuki na niebie). Światło biegnące do nas ze Słońca rozprasza się więc przez znajdujące się w powietrzu krople wody, rozmaite pyły, kryształki lodu, no i same cząsteczki powietrza. Ale niebo nie jest dla nas tęczowe, lecz niebieskie, bo niebieskie promienie ulegają największemu rozproszeniu i nasze oczy rejestrują je pod każdym kątem.

chmury na niebie

6. Skąd się bierze prąd?

Skąd prąd w gniazdku? Dlaczego jak wciśniemy guzik na ścianie, robi się światło? Czemu jak się coś do gniazdka podepnie, to dopiero zaczyna działać?

Ach, pytania z dziedziny techniki! Jak co działa i dlaczego? Takie dociekania potrafią być prawdziwą zmorą rodziców.

Kiedy byłem mały, zasypywałem mamę takimi pytaniami. A mama nie potrafiła mi odpowiedzieć, bo wiedzy technicznej nie miała, a że działo się to wszystko, tak na oko, ze sto pięćdziesiąt lat temu, to nie było też internetu, w którym mogłaby poszukać odpowiedzi. Zawsze więc mówiła jedno: „Tata ci powie, jak wróci z pracy”.

Ale kiedy tata wracał, sprawa już się rozchodziła po kościach, bo mama nie umiała sobie przypomnieć, o co konkretnie pytałem, a ja już dawno nie pamiętałem, że w ogóle miałem jakieś pytanie. I tak moja ciekawość spraw technicznych i ścisłych została zduszona w zarodku, a ja zostałem jedynym w rodzinie humanistą. Widzicie, jakie nieszczęście? Dlatego warto się wysilić, poszerzyć wiedzę i udzielić odpowiedzi dziecku, kiedy pyta.

Ale nie zarzucaj go encyklopedycznymi definicjami. Nawet dorośli przecież mają nieraz problem ze zrozumieniem, czym konkretnie jest wyładowanie elektryczne.

Na początek wystarczy pewnie dziecku informacja, że prąd bierze się w gniazdku stąd, że płynie do niego kablem. A skąd się bierze w kablu? Ano, z elektrowni. A w elektrowni? No, tam się go wytwarza.

Na tym się nie skończy. Nie łudź się. Dziecko niechybnie spyta, jak wytwarza się prąd. Spróbuj wytłumaczyć to tak prosto jak się da. Że potrzebne jest paliwo, jak na przykład węgiel, żeby poruszyć turbinę w prądnicy, a ta swoim ruchem wytwarza prąd. Ot i wszystko.

7. Czemu morze jest słone?

Czy można się dziwić, że dzieci zadają takie pytania? Ludzie przecież łamali sobie nad tym zagadnieniem głowy już od dawna. Powstały nawet legendy, mające wyjaśnić ten fenomen.

Dziś jednak znamy już prawdę i możemy podzielić się nią ze swoimi pociechami. Otóż woda morska po prostu rozpuszcza skały. A część minerałów, z których te skały są zbudowane, jak choćby halit, ma słony smak. I zagadka rozwiązana.

Gorzej, jeżeli dziecko zapyta, dlaczego owe minerały są słone. Ale taki już los rodzica – nigdy nie ma gwarancji, że pytania dziecka nie postawią go w sytuacji bez wyjścia.

8. Dlaczego mamy rok przestępny?

Dzieci na ogół stosunkowo wcześnie dowiadują się, że co cztery lata rok jest o jeden dzień dłuższy. I zwykle jest to nie lada zagwozdka. No bo jakże to tak? Czy nie powinno być tak, że każdy rok trwa… rok? Skoro to miara czasu, to chyba powinna zawsze wynosić tyle samo?

Trzeba dziecku uświadomić, że rok kalendarzowy nie jest tak w stu procentach czasem, jakiego Ziemia potrzebuje, by wykonać pełny obieg wokół Słońca. Tak naprawdę zajmuje jej to trzysta sześćdziesiąt pięć i ćwierć dnia. Jednak takie liczenie lat byłoby niepraktyczne, dlatego zaokrąglono rok kalendarzowy do równych trzystu sześćdziesięciu pięciu dni. A z tych odrzuconych ćwiartek co cztery lata składa się dodatkowy dzień.

9. Dlaczego przy krojeniu cebuli się płacze?

No właśnie, dobre pytanie. Najczęściej rodzice sami tego nie wiedzą, co grozi tym, że podrzucą dziecku jakąś bzdurę, jakoby to silny zapach cebuli pobudzał nas do łez.

Prawda jest inna. Winowajcą jest kwas siarkowy. Kiedy kroimy cebulę, z zawierających siarkę aminokwasów powstaje lotny związek chemiczny zwany S-tlenkiem tiopropanalu. Ten to wraz z powietrzem dociera do naszych oczu, a kiedy rozpuszcza się w ich płynie łzowym… ta-dam! Powstaje kwas siarkowy. A to drażni. Oj, jak drażni! Więc organizm produkuje łzy, żeby rozcieńczyć to draństwo.

Oczywiście dziecku nie wyjaśniamy tego w dokładnie takich słowach. Najprawdopodobniej nie zapamięta takich chemicznych terminów jak S-tlenek tiopro… No właśnie, nawet ja sam już nie pamiętam. Wystarczy więc – tak przynajmniej mi się wydaje – powiedzieć, że jest w cebuli taka substancja, która drażni, gdy dostanie się z powietrzem do oka, a to sprawia, że wydziela ono łzy, by się tej substancji pozbyć. To szczera prawda, ale podana w przystępniejszy dla młodego umysłu sposób.

krojenie cebuli

10. Jak duży jest świat?

Najprawdopodobniej pytając o świat, twoje dziecko ma na myśli konkretnie Ziemię. Możesz mu powiedzieć, że jest duża, nawet bardzo, ale to nie załatwi sprawy. Możesz mu też powiedzieć, że ma 510 072 000 kilometrów kwadratowych powierzchni, ale to mu niewiele powie.

Najlepiej byłoby wziąć za przykład jakiś znany mu obiekt i uczynić porównanie – w ten sposób będzie miało punkt odniesienia i łatwiej będzie mu zrozumieć ogrom Ziemi. Na przykład: „Pamiętasz, synek, jak byliśmy na Stadionie Narodowym? No to wyobraź sobie, że on ma dwa tysiące pięćset metrów kwadratowych powierzchni. No, a taka Ziemia ma…” – i tu rzucasz tą kosmicznie dużą liczbą z poprzedniego akapitu. Tylko że dla dziecka niestety, to też będzie zapewne czysta abstrakcja.

Najlepiej więc policz, ile Narodowych zmieściłoby się na Ziemi. To na pewno już zrobi na maluchu należyte wrażenie. Policzenie tego będzie oczywiście trudne i zajmie ci masę czasu, więc już nie przeszkadzam i zostawiam cię z tym problemem.

Aha, istnieje jeszcze taka możliwość, że twoje dziecko wcale nie pytało o rozmiar Ziemi, a mówiąc „świat” miało tak naprawdę na myśli w ogóle wszystko, a więc wszechświat. No cóż, jeżeli chodzi o wszechświat, to pozamiatane. Nikt tego nie wie, nawet arcymądrzy, siwobrodzi panowie w okularach na najlepszych uniwersytetach. Dawniej było łatwiej, bo zakładało się, że on po prostu jest nieskończony. Teraz jednak naukowcy nie są tego wcale pewni (bo wszechświat się stale rozszerza, a jeśli coś już jest nieskończone, to przecież nie może się rozszerzać).

11. Skąd się bierze wiatr?

Musimy zacząć od tego, że wiatr to po prostu ruchy powietrza. A co te ruchy powietrza wywołuje? To już bardziej skomplikowana sprawa, ale warto wiedzieć, bo dziecko niechybnie i o to zapyta.

Otóż wywołuje je różnica ciśnień. A skąd ona się bierze? To już bywa różnie. Czasem z powodu różnicy w ukształtowaniu terenu, a kiedy indziej w wyniku różnicy temperatur. Ciepłe powietrze zachowuje się inaczej niż zimne. Rozprzestrzenia się i unosi w górę. A zatem główną siłą sprawczą jest tu słoneczne promieniowanie, które nagrzewa powietrze.

12. Dlaczego mrugamy?

Kiedy powieka ociera się o gałkę oczną, nawilża jej powierzchnię filmem łzowym. A czym jest film łzowy (bo i na takie pytanie ze trony dziecka trzeba się oczywiście przygotować)? To wydzielina, która oczyszcza oko z kurzu, brudu, a nawet zarazków, zawiera bowiem substancje bakteriobójcze.